Kretowiny - niespodziewany koniec lata...

0 Posted by
Posted in Ogólne

Kretowiny kolejny już raz potwierdziły, że spędzone w nich wakacje dają niezapomniane przeżycia.

 

Dzieje się to chyba jakoś magicznie, bez względu na okoliczności, które zdawałyby się temu przeczyć. Chociażby pogodę, która z początkiem lata jakby zapomniała, że wiosna już dawno minęła, albo ryby – te, to już chyba tak wyewoluowały, że nie dają się nabrać na wędkarskie podchody albo jest już ich tak mało, że rachunek prawdopodobieństwa kolejny raz pokazuje, iż ma kluczowe znaczenie również w tej sprawie.
Mnie nie przeszkadzały nawet dyskoteki odbywające się chyba cztery razy w tygodniu. Choć „dyskoteka”, to określenie nieadekwatne do muzyki podkręconej na maksa, którą uszczęśliwiani są okoliczni mieszkańcy i kilkoro gości na sali. Coroczne imprezy organizowane w Kretowinach odbyły się jak zwykle, tj. normalnie, jakby z przyzwyczajenia.

Kretowiny w tym sezonie jakby rozpoczęły „stabilizację”. Dotyczy ona z jednej strony „pojemności” ośrodka, która wpływa bezpośrednio na liczbę osób mogących tu „naprawdę wypoczywać”. Z drugiej zaś – na podaż miejsc noclegowych i usług szeroko rozumianej turystyki.

Nie znam statystyk, bo chyba takie nie istnieją, ale wydaje mi się, że w tym roku letnich gości było mniej. Moim zdaniem, paradoksalnie, to dobry znak. Może po latach „przewartościowania” region powróci do stanu, gdy odpoczynek na łonie natury miał swoje pierwotne znaczenie.

W zeszłym tygodniu trafiliśmy na fantastyczną pogodę i Kretowiny kolejny raz pokazały nam swoja najpiękniejszą twarz.

Kretowiny - koniec lata

Woda w jeziorze miała co prawda już tylko 18 stopni, jednak dzieci i tak postanowiły wykorzystać jeszcze letnie słońce i popływać.
Ja „kilka razy” machnąłem wędką – w poszukiwaniu „czegokolwiek”. Ale tutaj ponownie na sukcesy muszą poczekać do następnego razu. W tym roku naprawdę niewiele się w wodzie dzieje – prawie wcale nie ma okoni. Szczupaki już od lat stanowią nieczęstą atrakcję. Tata mój jednak miał „kontakt” z dwiema metrowymi mamuśkami, ale tym razem – nie udało się.
W lesie – do zeszłego tygodnia – okropna posucha. Dosłownie (było bardzo sucho) i jeśli chodzi o grzyby – zdecydowanie mniej niż w poprzednim roku.

Kretowiny w tej chwili (połowa września) są „wyludnione” i powoli nabierają jesiennego wyglądu. Ale jednak i jesień bywa tu wspaniała o ile aura jest łaskawa i nie skąpi jesiennego słońca.

Kormoranów w Kretowinach nie brakuje...

 

p.s. w związku z poważną chorobą jednego z naszych kretowińskich sąsiadów, pana Henia, życzymy mu dużo sił i wytrwałości w walce o powrót do zdrowia.

 

Dodaj komentarz