Kretowiny, jak co rok, stanowiły i tym razem cel wielu weekendowych wyjazdów. Jednak mimo kilku dodatkowo wolnych od pracy dni, „ruch”
w Kretowinach był chyba nieco mniejszy niż
w poprzednich latach.

Kretowiny  - Zacisze i Zakole

Nie piszę tego z żalem, wręcz przeciwnie… Kretowiny, jakby powiedział to piekarz
lub cukiernik, nieco ostatnio „przegarowały”. A może nie sama miejscowość, bo niby jak,
ale społeczność z nimi związana.

Wydaje się, że za mocno wszyscy uwierzyli w to, że piękne jezioro, wspaniałe krajobrazy
i widoki oraz czyste powietrze wystarczą. Otóż raczej nie wystarczą i to szczególnie teraz, gdy jesteśmy coraz bardziej wymagający jeśli chodzi o sposób w jaki spędzamy wolny czas.

Kretowiny stały się „słowem kluczem”, który otwierał drzwi do udanego wypoczynku, trafionego biznesu
lub dochodowej inwestycji. To dlatego w „tłuste lata” nie było gdzie wynająć domku w sezonie, gdzie położyć kocyka na plaży i… niestety złowić ryby (ta ostatnia kwestia,
to moim zdaniem zasługa prowadzonej gospodarki rybackiej, braku nad nią efektywnego nadzoru oraz zbyt małej presji „lokalnego środowiska”).

Tym razem było „normalniej”. Duży wpływ miała na to pogoda, ale mam nadzieję,
że nie tylko ona.

Co do pogody, to w sobotę i niedzielę było już całkiem ładnie i w końcu pokazało się słońce. Na dowód tego kilka fotek…

 

Kretowiny - pomost w okolicy Leśnej PolanyKretowiny - molo główne

 Kretowiny, ach te Kretowiny…